Tajni agenci || Esej
W internecie często korzystamy z różnego rodzaju pseudonimów. Chwytliwa nazwa użytkownika daje nam szansę na lepsze dotarcie do docelowej grupy odbiorców naszej twórczości. Tak na przykład: Pyra – no dobra, nie wiem, do kogo to jest skierowane, ale W Książkach – O! Wszystko jasne! Nazwa to marka, znak rozpoznawczy. Podobnie jest z pisarzami, których godność stanowi reklamę książki. Wydawać by się mogło, że w takiej sytuacji, autorzy powinni podpisywać się swoim nazwiskiem, aby czytelnik od razu wiedział z kim ma doczynienia. Jednak ostatnimi czasy, twórcy coraz częściej decydują się na wydawanie swoich prac pod zmyślonym imieniem. Dlaczego tak się dzieje? Czy wszyscy, z pozoru dobrze nam znani literaci, w rzeczywistości pracują jako tajni agenci? Jeśli jesteście gotowi na poznanie całej prawdy, zapnijcie pasy i przygotujcie się na niebezpieczną podróż w niezbadane rejony świata literatury.
Cofnijmy się o kilka stuleci, a dokładnie do początków XIX wieku. Jestem prawie pewna, że słyszeliście kiedyś o siostrach Brontë. Żyły i tworzyły we wspomnianych wyżej czasach. Jednakże nie zawsze były znane pod tym nazwiskiem. Swój pierwszy tomik poezji podpisały męskim pseudonimami: Charlotte jako Currer Bell, Emily jako Elis Bell i Anne jako Acton Bell. Ówcześnie panująca sytuacja społeczne doskonale tłumaczyła podjęte przez nie decyzje. Dyskryminacja kobiet na polu twórczości literackiej skutecznie uniemożliwiła młodym autorkom wydanie książek pod autentycznymi imionami. Była to powszechnie stosowana wówczas praktyka, ale dzięki temu możemy się dziś cieszyć takimi tytułami jak ,,Wichrowe Wzgórza”.
Może obiłam wam się kiedyś o uszy powieść pt. ,,Alicja w Krainie Czarów”. Kojarzycie? Świetnie! A pamiętacie jak nazywał się autor tej książki? Czyżbym usłyszała Lewis Caroll? W tym miejscu muszę was rozczarować. Oczywiście ,,Alicja…" została wydana pod takim właśnie imieniem. Natomiast zgodnie z prawdą historyczną był to Charles Lutwidge Dodgson. Jak widać kwestia pseudonimów w XIX wieku nie dotyczyła wyłącznie kobiet. Choć pisarze kierowali się innymi pobudkami od pisarek. W tym konkretnie przypadku literat nie chciał narazić na szwank swojej reputacji naukowej (był genialnym matematykiem), dlatego opowieści dla dzieci podpisywał fałszywym nazwiskiem.
O poprzednich postaciach i ich pseudonimach słyszałam wcześniej co nieco, jeszcze przed zrobieniem researchu do tego wpisu. Natomiast Mark Twain, czyli autor ,,Przygód Tomka Sawyera” okazał się dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Tak naprawdę pisarz nazywał się Samuel Langhorne Clemens. Całe życie w kłamstwie. Bądź tu mądry i czytaj książki, ale czyje?!
Wróćmy do rzeczywistości. Przecież tamte lata są już dawno za nami, kobiety mogą swobodnie wydawać publikacje pod własnymi nazwiskami, a mężczyźni prawdopodobnie nie muszą się już wstydzić swojej twórczości przeznaczonej dla młodszych czytelników. Dlaczego zatem pisarze wciąż korzystają z pseudonimów?
Po pierwsze – pieniądze. Najstarszy powód podejmowania wszelkich decyzji. Jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o forsę. Oczywiście autorzy nie lubią się tym chwalić. Jednakże w dzisiejszych czasach dociekliwi czytelnicy prędzej czy później sami odkrywają prawdę, która w mgnieniu oka rozprzestrzenia się w internecie. Niestety literaci nie czują się w żaden sposób zniechęceni i dalej korzystają ze zmyślonych nazwisk. Ostatnio bardzo modne stały się thrillery psychologiczne, których głównym bohaterem jest kobieta. Początkowo powieści te tworzyły pisarki. Z czasem do ich grona dołączyli także panowie. Nie miałabym im tego za złe, gdyby nie fakt, że podszywają się pod płeć piękną, aby więcej zarobić. Czytelniczka znacznie chętniej kupi taką książkę napisaną przez autorkę niż autora. Przykładem takiej publikacji jest ,,Lokatorka” wydana pod pseudonimem JP Delaney, choć raczej powinno tam widnieć: Tony Strong. Można by powiedzieć: taki szczegół, nic nie znaczy; ale dla mnie robi różnicę.
Po drugie – czy moje książki sprzedają się tak dobrze wyłącznie ze względu na nazwisko? Pisarze podobnie jak inni artyści potrzebują czasem połechtać swoje ego (choć właściwie, chyba każdy z nas pragnie być doceniany). Gdy już osiągną sukces na rynku literackim, a nowe tytuły wychodzą z księgarni jak świeże bułeczki, zaczynają wątpić w swój talent. Zastanawiają się, czy tak dobre wyniki nie są wyłącznie zasługą sławy. Wtedy wpadają na genialny pomysł – napiszę książke pod innym nazwiskiem. Wspaniały plan, gorzej z wykonaniem. Wielu już próbowało, tylko garstka osiągnęła sukces. Nie mówię wyłącznie o pieniądzach, choć i takie przypadki się zdarzały. J. K. Rowling wydała kiedyś powieść pod pseudonimem Robert Galbraith. Wyniki sprzedaży były dosyć kiepskie, dlatego po czasie zdradzono tożsamość autora. Inni twórcy często ponosili porażkę z zupełnie innego powodu. Literaci mający już grono wiernych fanów zapominali, że czytelnicy znają ich styl. Aby rzeczywiście sprawdzić, czy to, co piszemy, podoba się ludziom, należałoby nie tylko zmienić nazwisko i płeć. Najlepszym rozwiązaniem jest napisanie książki w zupełnie innym gatunku. Przykładowo, jeżeli tworzymy powieści obyczajowe, to wydajmy fantasy. Dostrzegacie tu pewien kłopot, prawda? Można mieć wspaniały warsztat pisarski, ale zazwyczaj autorzy specjalizują się w jednym, ewentualnie dwóch gatunkach, zazwyczaj posiadających wspólne elementy. Jeśli jednak znacie jakichś prawdziwych geniuszy, którzy potrafią dobrze napisać wszystko, wtedy koniecznie dajcie mi znać w komentarzu.
Dotąd podałam przykłady wyłącznie zagranicznych literatów. Sądzicie, że w Polsce takie rzeczy się nie zdarzają? Nie, moi drodzy jak wszyscy, to wszyscy. Najbardziej płodny pisarz ostatnich kilku lat (choć może nawet dekad) – Remigiusz Mróz, na pewien czas stał się mieszkańcem Wysp Owczych. Pod pseudonimem Ove Løgmansbø wydał trzy książki. Jak autor pisze na swojej stronie internetowej, zdecydował się na ten krok z podobnych pobudek, co twórczyni serii o Harrym Potterze, aby sprawdzić, czy jego publikacje będą doceniane także pod innym nazwiskiem. Dodaje również, że w terminarzu wydawniczym zabrakło miejsca na nowe powieści. Trudno się dziwić, jeszcze nie zdarzyło mi się wejść do księgarni i nie zobaczyć nowego dzieła wspomnianego pisarza. Za chwilę otworzę lodówkę, żeby zjeść coś dobrego, a tam Remigiusz Mróz!
Jak widzicie, przyczyny korzystania z pseudonimów są różne, jednak nic nie wskazuje na to, aby miały cokolwiek wspólnego z pracą tajnego agenta. Ogromna szkoda! Na poruszony przeze mnie temat można by powiedzieć jeszcze dużo więcej. Jest całe grono autorów, którzy korzystali nie raz i nie dwa z fałszywego nazwiska. Jednak, gdybym w tym wpisie miała wymienić każdego z osobna, prawdopodobnie napisałabym krótką książkę. Mam nadzieję, że udało mi się was zainteresować tematem – serdecznie zapraszam do dzielenia się opiniami w komentarzach. Jeżeli czujecie teraz ogromną potrzebę zdobycia większej ilości informacji, to wystarczy, że skorzystacie z internetu – niewyczerpalnej kopalni wiedzy. A jeśli lubicie słuchać podcastów, polecam ,,Czytu Czytu”. W jednym z odcinków poruszana jest kwestia pseudonimów pisarzy.
Julia
Cofnijmy się o kilka stuleci, a dokładnie do początków XIX wieku. Jestem prawie pewna, że słyszeliście kiedyś o siostrach Brontë. Żyły i tworzyły we wspomnianych wyżej czasach. Jednakże nie zawsze były znane pod tym nazwiskiem. Swój pierwszy tomik poezji podpisały męskim pseudonimami: Charlotte jako Currer Bell, Emily jako Elis Bell i Anne jako Acton Bell. Ówcześnie panująca sytuacja społeczne doskonale tłumaczyła podjęte przez nie decyzje. Dyskryminacja kobiet na polu twórczości literackiej skutecznie uniemożliwiła młodym autorkom wydanie książek pod autentycznymi imionami. Była to powszechnie stosowana wówczas praktyka, ale dzięki temu możemy się dziś cieszyć takimi tytułami jak ,,Wichrowe Wzgórza”.Może obiłam wam się kiedyś o uszy powieść pt. ,,Alicja w Krainie Czarów”. Kojarzycie? Świetnie! A pamiętacie jak nazywał się autor tej książki? Czyżbym usłyszała Lewis Caroll? W tym miejscu muszę was rozczarować. Oczywiście ,,Alicja…" została wydana pod takim właśnie imieniem. Natomiast zgodnie z prawdą historyczną był to Charles Lutwidge Dodgson. Jak widać kwestia pseudonimów w XIX wieku nie dotyczyła wyłącznie kobiet. Choć pisarze kierowali się innymi pobudkami od pisarek. W tym konkretnie przypadku literat nie chciał narazić na szwank swojej reputacji naukowej (był genialnym matematykiem), dlatego opowieści dla dzieci podpisywał fałszywym nazwiskiem.
O poprzednich postaciach i ich pseudonimach słyszałam wcześniej co nieco, jeszcze przed zrobieniem researchu do tego wpisu. Natomiast Mark Twain, czyli autor ,,Przygód Tomka Sawyera” okazał się dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Tak naprawdę pisarz nazywał się Samuel Langhorne Clemens. Całe życie w kłamstwie. Bądź tu mądry i czytaj książki, ale czyje?!
Wróćmy do rzeczywistości. Przecież tamte lata są już dawno za nami, kobiety mogą swobodnie wydawać publikacje pod własnymi nazwiskami, a mężczyźni prawdopodobnie nie muszą się już wstydzić swojej twórczości przeznaczonej dla młodszych czytelników. Dlaczego zatem pisarze wciąż korzystają z pseudonimów?
Po pierwsze – pieniądze. Najstarszy powód podejmowania wszelkich decyzji. Jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o forsę. Oczywiście autorzy nie lubią się tym chwalić. Jednakże w dzisiejszych czasach dociekliwi czytelnicy prędzej czy później sami odkrywają prawdę, która w mgnieniu oka rozprzestrzenia się w internecie. Niestety literaci nie czują się w żaden sposób zniechęceni i dalej korzystają ze zmyślonych nazwisk. Ostatnio bardzo modne stały się thrillery psychologiczne, których głównym bohaterem jest kobieta. Początkowo powieści te tworzyły pisarki. Z czasem do ich grona dołączyli także panowie. Nie miałabym im tego za złe, gdyby nie fakt, że podszywają się pod płeć piękną, aby więcej zarobić. Czytelniczka znacznie chętniej kupi taką książkę napisaną przez autorkę niż autora. Przykładem takiej publikacji jest ,,Lokatorka” wydana pod pseudonimem JP Delaney, choć raczej powinno tam widnieć: Tony Strong. Można by powiedzieć: taki szczegół, nic nie znaczy; ale dla mnie robi różnicę.
Po drugie – czy moje książki sprzedają się tak dobrze wyłącznie ze względu na nazwisko? Pisarze podobnie jak inni artyści potrzebują czasem połechtać swoje ego (choć właściwie, chyba każdy z nas pragnie być doceniany). Gdy już osiągną sukces na rynku literackim, a nowe tytuły wychodzą z księgarni jak świeże bułeczki, zaczynają wątpić w swój talent. Zastanawiają się, czy tak dobre wyniki nie są wyłącznie zasługą sławy. Wtedy wpadają na genialny pomysł – napiszę książke pod innym nazwiskiem. Wspaniały plan, gorzej z wykonaniem. Wielu już próbowało, tylko garstka osiągnęła sukces. Nie mówię wyłącznie o pieniądzach, choć i takie przypadki się zdarzały. J. K. Rowling wydała kiedyś powieść pod pseudonimem Robert Galbraith. Wyniki sprzedaży były dosyć kiepskie, dlatego po czasie zdradzono tożsamość autora. Inni twórcy często ponosili porażkę z zupełnie innego powodu. Literaci mający już grono wiernych fanów zapominali, że czytelnicy znają ich styl. Aby rzeczywiście sprawdzić, czy to, co piszemy, podoba się ludziom, należałoby nie tylko zmienić nazwisko i płeć. Najlepszym rozwiązaniem jest napisanie książki w zupełnie innym gatunku. Przykładowo, jeżeli tworzymy powieści obyczajowe, to wydajmy fantasy. Dostrzegacie tu pewien kłopot, prawda? Można mieć wspaniały warsztat pisarski, ale zazwyczaj autorzy specjalizują się w jednym, ewentualnie dwóch gatunkach, zazwyczaj posiadających wspólne elementy. Jeśli jednak znacie jakichś prawdziwych geniuszy, którzy potrafią dobrze napisać wszystko, wtedy koniecznie dajcie mi znać w komentarzu.
Dotąd podałam przykłady wyłącznie zagranicznych literatów. Sądzicie, że w Polsce takie rzeczy się nie zdarzają? Nie, moi drodzy jak wszyscy, to wszyscy. Najbardziej płodny pisarz ostatnich kilku lat (choć może nawet dekad) – Remigiusz Mróz, na pewien czas stał się mieszkańcem Wysp Owczych. Pod pseudonimem Ove Løgmansbø wydał trzy książki. Jak autor pisze na swojej stronie internetowej, zdecydował się na ten krok z podobnych pobudek, co twórczyni serii o Harrym Potterze, aby sprawdzić, czy jego publikacje będą doceniane także pod innym nazwiskiem. Dodaje również, że w terminarzu wydawniczym zabrakło miejsca na nowe powieści. Trudno się dziwić, jeszcze nie zdarzyło mi się wejść do księgarni i nie zobaczyć nowego dzieła wspomnianego pisarza. Za chwilę otworzę lodówkę, żeby zjeść coś dobrego, a tam Remigiusz Mróz!
Jak widzicie, przyczyny korzystania z pseudonimów są różne, jednak nic nie wskazuje na to, aby miały cokolwiek wspólnego z pracą tajnego agenta. Ogromna szkoda! Na poruszony przeze mnie temat można by powiedzieć jeszcze dużo więcej. Jest całe grono autorów, którzy korzystali nie raz i nie dwa z fałszywego nazwiska. Jednak, gdybym w tym wpisie miała wymienić każdego z osobna, prawdopodobnie napisałabym krótką książkę. Mam nadzieję, że udało mi się was zainteresować tematem – serdecznie zapraszam do dzielenia się opiniami w komentarzach. Jeżeli czujecie teraz ogromną potrzebę zdobycia większej ilości informacji, to wystarczy, że skorzystacie z internetu – niewyczerpalnej kopalni wiedzy. A jeśli lubicie słuchać podcastów, polecam ,,Czytu Czytu”. W jednym z odcinków poruszana jest kwestia pseudonimów pisarzy.
Julia

Świetny wpis! Tak jak wiedziałam o pseudonimie Rowling, tak nie miałam pojęcia na przykład o Marku Twainie :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! ♥
Dziękuję bardzo! <3 Ogromnie się cieszę, że dowiedziałaś się ode mnie czegoś nowego ;)
UsuńGenialny wpis! ❤️ O większości pseudonimów wiedziałam, ale ten Twain mnie całkowicie zaskoczył! 😂
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zostaję na dłużej,
oliviaczyta.blogspot.com
Dziękuję! Mam nadzieję, że nie zawiodę twoich oczekiwań! <3
UsuńO ile kiedyś pseudonimy pozwalały wydać książki ludziom, którzy inaczej byliby tej możliwości pozbawieni, jak było w przypadku sióstr Bronte, o tyle teraz chyba najbardziej chodzi o to, że rzadko który pisarz nie jest zaszufladkowany do takiego czy innego gatunku i łatwiej zdobyć wielbicieli w nowym dla autora gatunku pod nowym nazwiskiem. W każdym razie niezwykle ciekawy wpis, brawo! :)
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję za ten piękny i długi komentarz. Zdecydowanie zgadzam się z przedstawioną wyżej opinią. Ogromnie się cieszę, że udało mi się przedstawić tę kwestię w ciekawy sposób :)
OdpowiedzUsuń