Kod gorączki || Recenzja
Autor: James Dashner
Seria: Więzień Labiryntu
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Tłumaczenie: Agnieszka Hałas
Premiera: 2016
Ocena: 8/10
Zamknij na chwilę oczy i wyobraź sobie, że znowu masz pięć lat. Wyobraź sobie, że cały świat został spalony przez rozbłyski słoneczne, a oceany zdążył podtopić znaczną część lądu. Jednak to jeszcze nie największe zło jakie cię spotka Może być gorzej? Oczywiście, że tak! Pożoga to choroba, która niszczy ludzki mózg - nie tylko zabija, ale także doprowadza do obłędu. Poparzeńcy umierają w strasznych męczarniach. Zanim jednak to nastąpi zmieniają się w krwawe bestie. Nie panują ani nad swoim ciałem, ani nad umysłem. Wyobraź sobie, że twój ojciec był chory. Widziałeś jak traci rozum. Teraz to czeka także twoją matkę. Ty jesteś odporny. Nawet jeżeli wirus Pożogi wniknie do twojego organizmu to nie wyrządzi tam żadnych szkód. Twoja mama podejmuje decyzje: nie chce, żebyś patrzył jak umiera, popada w obłęd, dlatego przekazuje cię ludziom, którzy kiedyś wynajdą lek na tę chorobę. Trafiasz do siedziby DRESZCZu. Poznasz tam ludzi i odkryjesz sekrety, które zmienią twoje życie. Na zawsze.
“Kod gorączki” to na ten moment ostatni tom z serii “Więzień Labiryntu”. Jednak niech was nie zmyli słowo ostatni, ponieważ akcja powieści rozgrywa się przed wydarzeniami z pierwszego tomu. Wracają nasi ulubieni bohaterowie: Thomas, Newt i Minho. Powracają także ci znienawidzeni: Teresa. Powracają wydarzenia, które pojawiły się w poprzednich tomach serii, a właściwie odpowiedzi jak do nich doszło. Wszystkie karty zostają wyłożone na stół, cała prawda wychodzi na jaw. Jesteście na to gotowi?
“Kiedyś będziemy więksi.”
Bohaterowie niewiele zmienili się od poprzednich części, poza faktem, że są jeszcze dziećmi. Cechy charakteru, które łatwo było u nich dostrzec w późniejszym wieku teraz dopiero się kształtują, rozwijają. Mamy niesamowitą możliwość obserwować jak Thomas albo Newt dorastają! Świetnym rozwiązaniem było zapisanie dat i godzin na początku każdego rozdziału. Dzięki temu czytelnikowi jest się dużo łatwiej zorientować w jakim momencie akcji książki się teraz znajduje. Pozwalało to także na oszacowanie wieku bohaterów.
Thomas miał zaledwie pięć lat gdy trafił do głównej siedziby DRESZCZu. Mam pełną świadomość tego, że to mały geniusz, tak ja wszystkie dzieciaki, które się tam pojawiły. Jednak wiele razy czułam, że dojrzałością swoich wypowiedzi czy podjętych decyzji znacznie przekracza swój wiek. Z drugiej zaś strony, po tym wszystkim przez co przeszedł, musiał szybko dorosnąć i mieć nerwy jak ze stali. Mimo że to bohaterowie książki i ta historia nie wydarzyła się naprawdę, ogromnie żal było mi czytać o cierpieniach jakie spotkały te dzieci. Ale to dobrze, ta opowieść wzbudziła we mnie jakieś emocje.
Fabuła została precyzyjnie skonstruowana. Tak jak wcześniej wspomniałam, nawiązywała do wydarzeń z poprzednich tomów serii, rzuciła zupełnie nowe światło na wiele kwestii. James Dashner odpowiedział na wszystkie pytania jakie mógł sobie zadać czytelnik podczas zagłębiania się w trylogię, a także na te, których sobie nie zadał. Poznałam sekrety ze świata tej powieści, poznałam prawdę. Nie chciałam jej znać! Znaczy chciałam, po prostu zdenerwowała mnie bardziej niż mogłam się tego spodziewać. Byłam zła na książkę, na bohaterów, na autora, na wszystko! Mam nadzieję, że już mi przeszło. Bo jak nie…
W powieści nie mogło oczywiście zabraknąć poczucia humoru, które tak dobrze znam z poprzednich części. Bohaterowie wypowiadali kwestie, które bawiły mnie do łez. Tęskniłam z tym.
“A teraz powinien powiedzieć coś mądrego, coś głębokiego, co ich połączy i będzie przyświecało ich straszliwej podróży:
-Co za syf.”
Zakończenie rozłożyło mnie na łopatki. To nie tak, że były fajerwerki jak na Sylwestra. Ten cały numer jaki wykręcił James Dashner… Nie było zjawiskowo napisane i nie doprowadziło mnie do łez. Raczej zostawiło mnie złą na cały świat. Przypomniałam sobie teraz, co on tam wymyślił. Lepiej uważajcie, bo mogę zacząć warczeć :)
Zbierając całą tę wypowiedź do kupy klumpu - to pozycja priorytetowa dla wszystkich fanów serii. Naprawdę świetnie bawiłam się podczas lektury, a do tego dogłębnie poznałam świat Thomasa i innych bohaterów. Tym, którzy jeszcze nie rozpoczęli swojej przygody z tą serią na razie odradzam czytanie. Nie dlatego, że książka jest zła, ale dlatego, że zaspoilerujecie sobie całą trylogię, a przedstawione w tym tomie wydarzenia nie będą dla was miały większego znaczenia. Warto zacząć od początku!
Julia
Pamiętam, że pierwszy tom serii pochłonęłam jednego dnia. To było jedno wielkie wow.
OdpowiedzUsuńTeraz, jak tak czytam Twoją recenzję, to wiem, że muszę powrócić do czytania. C:
https://popsuty-kran.blogspot.com/
Zdecydowanie zachęcam!:)
UsuńPodziwiam lekkość w pisaniu ;) Piękny projekt bloga! ;) Oby tak dalej, rozwijajcie się :*
OdpowiedzUsuńDziękuję! :*
UsuńMiałam już okazję czytać tę książkę, ponieważ ja zdecydowanie należę do fanów Jamesa Dashnera. Uwielbiam ''Więźnia labiryntu'', to jedna z moich ulubionych serii. Świetna recenzja!
OdpowiedzUsuńazamargo.blogspot.com
Dziękuję bardzo! Ja też ją uwielbiam :)
Usuń