Wpadłam w PANIKĘ || Recenzja


Tytuł: Panika
Autor: Lauren Oliver
Wydawnictwo: Otwarte
Tłumaczenie: Monika Bukowska
Premiera:2016
Ocena: 6/10

Lubisz się bać? 
Lubisz trząść się z nerwów, tracić nad sobą kontrolę? 
Chcesz zaryzykować? 

    Panika to gra. Uczestnicy stają przed serią wyzwań, które mają mało wspólnego z bezpieczeństwem i przestrzeganiem zasad BHP. Całe zmagania oceniają sędziowie, którzy każdego roku wybierani są na nowo, a ich tożsamość to tajemnica. Do zdobycia jest okrągła suma pieniędzy - szansa na lepsze życie, ale czy warto je wpierw zaryzykować? 
    Heather od zawsze uważała Panikę za kompletną głupotę, a mimo to postanowiła spróbować. Dlaczego? Bo zerwał z nią chłopak. Brzmi śmiesznie? Na szczęście to tylko początek historii, a im dalej w las tym wyższe drzewa. Heather ma znacznie więcej tajemnic i problemów, z którymi musi się zmierzyć. Nie zapałałam ogromną sympatią do tej bohaterki, ale nie przeszkadzała mi też na tyle, żeby nie skończyć książki. Zaakceptowałam ją taką jaka jest. 
    Fabułę powieści poznajemy z perspektywy dwóch bohaterów, pierwszym jest Heather, a drugim Dodge. Jego uczestnictwo w Panice wynikało z dramatycznych wydarzeń, do których doszło w przeszłości. To bardzo skomplikowany charakterologicznie  bohater. Mimo, że podejmował określone kroki w afekcie tragedii z jaką się zetknął, nie do końca potrafiłam go zrozumieć. Z jednej strony tak odważny, że czasem aż głupi. Z drugiej zaś w jednej z interakcji z innymi bohaterami, o której wam nie opowiem (bo to SPOILER), kompletnie naiwny. Krótko mówiąc: z lekka mnie irytował.
,,Gra musiała się toczyć dalej.
Gra zawsze toczyła się dalej."

    Przyszedł czas na czarnego konia (chyba nie owce, prawda?) tego zestawienia - Nat. Najlepsza przyjaciółka Heather i jedna z najgorszych bohaterek jakie miałam okazję poznać w książkach. Działała mi na nerwy tak bardzo, że za każdy razem gdy widziałam jej imię na stronie miałam ochotę wydłubać sobie oczy. No dobrze, może lekko przesadziłam… Kręciłą jak mogła byleby osiągnąć upragniony cel. W całej książce pojawiła się jedna scena z jej udziałem, która delikatnie poruszyła moje serduszko i postawiłą Natalie w lepszym świetle. 
    And the winner is… znalazł się bohater, który zdobył mnie całą i jakoś nie puszcza. Bishop. Nigdy wcześniej nie słyszałam tego imienia, a podobno wcale nie jest takie rzadkie. Cóż mogę powiedzieć to dobry i mądry chłopak, który szczerze troszczy się o bliskie mu osoby. No dobra… jest przystojny. Ale! Najistotniejsze jest wnętrze. 
    Warto wspomnieć także o problematyce poruszanej w tej powieści. Życie nastolatków nie jest łatwe, ale życie tych bohaterów to prawdziwy armagedon. Wystarczy kilka “iskierek” i wszystko się wali i pali. Nie chcę wam za dużo zdradzać, ale postaram się zarysować sytuację. Po pierwsze kłopot z rodzicem, który zapomniał o tym, że jest dorosły i powinien się opiekować swoimi dziećmi, a nie pić i ćpać. Po drugie pewne dolegliwości natury fizycznej, które prawdopodobnie nie mają szans na poprawę. Po trzecie: zemsta i przebaczenie - winnemu i samemu sobie. Te wszytskie elementy sprawiają, że ,,Panika” to nie tylko powieść z nutką adrenaliny. To także spojrzenie na sytuacje, które nas otaczają, choć nie zawsze jesteśmy tego świadomi i próba zrozumienia motywów ludzkich działań. Nie chcę powiedzieć, że to głęboka powieść psychologiczna - bo tak nie jest! Autorka zaledwie liznęła temat, ale w mojej opinii wyszło jej to całkiem dobrze.

 
Akcja ,,Paniki” z początku rozwija się nieco ślamazarnie. Autorka przedstawia nam świat i zasady jakie w nim obowiązują. Poznajemy dobrze “zaplecze bohaterów”, czyli całą wesołą familię. Z czasem jednak wątki się rozwijają, a fabuła nie zwalnia tempa. Pod koniec Lauren Oliver serwuje nam przejazd po torze saneczkarskim (wybaczcie, ale te zimowe igrzyska tak na mnie podziałały) i lecimy na łeb na szyję. Jednak, cała treść jest jasna i klarowna, dlatego nie męczyłam się podczas czytania.
   Nie jest to wybitna książka, ale zapewnia dobrą zabawę podczas czytania. Nie brakuje także sporej dawki emocji, tych dobrych i tych trochę gorszych. Wydaje mi się, że to tytuł idealny na aktualne warunki klimatyczne, ponieważ w ,,Panice" wszystko aż topi się od słońca. Może u nas nie jest jeszcze aż tak gorąco, ale już niedługo (nie wiem jak wy, ale ja nie mogę doczekać się wakacji).
Koniecznie dajcie mi znać czy sięgniecie po powieść Lauren Oliver.
Zaczytanego wieczoru! 

Julia






Komentarze

  1. Kiedyś było o tej książce głośno i wtedy chciałam ją przeczytać, ale z czasem o niej zapomniałam i jej nie kupiłam. W chwili obecnej mój stos hańby ma niezliczoną ilość książek, co trochę mnie przeraża, więc raczej za tę pozycję się nie zabiorę, ale nie mówię, że na pewno nie :)

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie,
    oliviaczyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W 100% cię rozumiem, jeżeli chodzi o stos hańby :D To chyba zmora każdego nałogowego czytacza - zamiast się zmniejszać, ciągle się wydłuża. To zaprzecza prawom fizyki! Ale cóż zrobić? Można tylko więcej czytać :)

      Usuń
  2. Ja z imieniem Bishop w książkach spotkałam się już kilka razy, ale wciąż jakoś dziwnie mi się ono kojarzy - może dlatego, że po angielsku oznacza "biskupa" :D Panikę czytałam dosyć dawno temu, ale zgadzam się z Tobą - to przede wszystkim książka zapewniająca rozrywkę, chociaż kilka razy, przy tych mocniejszych wyzwaniach, które podejmowali bohaterowie, zabiło mi mocniej serce :) Zostawiam obserwację! Bardzo mi się tu podoba :)

    Pozdrawiam cieplutko!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo się cieszę i dziękuję! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakoś nie ciągnęło mnie do tej książki. Myślę, że na razie nie skuszę się na nią, może kiedyś.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic na siłę ;) Książka ma być przede wszystkim przyjemnością. A lektura nie zając, nie ucieknie :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Boję się horrorów, czyli o tym jak przeczytałam książkę Stephena Kinga

Illuminae. Illuminae Folder_01 || Recenzja

Norweskie drzewo, drewno, a może las? || Norwegian Wood || Recenzja