Już wiem kto napisze moją biografię... || Rdza || Recenzja
Tytuł: Rdza
Autor: Jakub Małecki
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Premiera: 2017
Ocena: 10/10
Gdybym kiedykolwiek postanowiła wydać książkę o swoim życiu (gwarantuję, że wszyscy chcielibyście ją przeczytać), to dziś już wiem, komu poleciłabym jej napisanie. Moje losy mogłyby być nudne jak flaki z olejem, właściwie takie są. No dobra, może przydarzyło mi się kilka bardziej interesujących epizodów… ale nie o tym chciałam wam opowiedzieć. Jest taki autor, z którego twórczością zetknęłam się po raz pierwszy i od razu zawładnął moim sercem i duszą. Ten człowiek potrafi z pozornie zwyczajnych życiorysów wyciągnąć to, co w ludziach najciekawsze. Do tego posługuje się pozornie prostym, a jednocześnie niesamowicie pięknym i urzekającym językiem, tak że czytanie to czysta przyjemność. Kogo tak zachwalam? Ten tajemniczy jegomość to oczywiście Jakub Małecki.
Głównymi bohaterami są Szymek i Tośka, babcia i wnuk. W początkowych rozdziałach to właśnie z ich perspektywy poznajemy tę opowieść. Chłopiec opisuje czasy bardziej nam współczesne, natomiast kobieta wraca wspomnieniami do swojego dzieciństwa. Jednakże, wraz z rozwojem fabuły na scenę wkraczają kolejni bohaterowie, mniej istotni, ale wciąż bardzo ważni. Każdy z nich opowiada nam swoją własną historię. Mówi o cierpieniu, o miłości, o śmierci. W ten sposób poznajemy losy całej rodziny Szymka, a także sąsiadów czy niewidzialnych ludzi. Tak szerokie spojrzenie na życie, z wielu różnych perspektyw, odkrywa przed nami istotne prawdy życiowe, o których powinniśmy pamiętać w naszej codzienności. Najważniejsza zdaje mi się jednak ta, że wszystkie podjęte przez nas decyzje i te dobre i te złe, wpłyną w jakiś sposób na naszą przyszłość, może dobry, może zły.

Książka porusza wiele bardzo poważnych i trudnych tematów, a po zakończeniu nie mogłam się otrząsnąć, czułam się jakbym dostała łomem w głowę. Jednak autor postarał się o to, aby lektura nie była dla czytelnika zbyt uciążliwa. Dzięki wspaniałemu warsztatowi i lekkiemu językowi płynęłam przez kolejne strony. Do tego kilka kropli humoru, bardzo w moim stylu, czasem trochę czarnego. Mnie do szczęścia nie trzeba niczego więcej.
Podsumowując, to właśnie dla takich powieści jak ,,Rdza” założyłam tego bloga. Po jej przeczytaniu w moim wnętrzu kłębiło się tak wiele emocji, że nie potrafiłabym spokojnie usiedzieć w miejscu i komuś o tym nie opowiedzieć. Książka Jakuba Małeckiego zachwyciła mnie absolutnie pod każdym względem (pewnie zdążyliście to już zauważyć po ilości przymiotników typu przepiękny, wspaniały itp. w tej recenzji). Mam też świadomość, że nie jest to lektura dla każdego. Nie istnieje lepszy sposób na sprawdzenie tej teorii, niż przekonanie się na własnej skórze.
Gdybym kiedykolwiek postanowiła wydać książkę o swoim życiu (gwarantuję, że wszyscy chcielibyście ją przeczytać), to dziś już wiem, komu poleciłabym jej napisanie. Moje losy mogłyby być nudne jak flaki z olejem, właściwie takie są. No dobra, może przydarzyło mi się kilka bardziej interesujących epizodów… ale nie o tym chciałam wam opowiedzieć. Jest taki autor, z którego twórczością zetknęłam się po raz pierwszy i od razu zawładnął moim sercem i duszą. Ten człowiek potrafi z pozornie zwyczajnych życiorysów wyciągnąć to, co w ludziach najciekawsze. Do tego posługuje się pozornie prostym, a jednocześnie niesamowicie pięknym i urzekającym językiem, tak że czytanie to czysta przyjemność. Kogo tak zachwalam? Ten tajemniczy jegomość to oczywiście Jakub Małecki.
O wspomnianym wyżej autorze słyszałam wcześniej już wiele razy, ale jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności jego książki nigdy nie wpadały w moje ręce. Teraz bardzo tego żałuję, bo jeżeli pozostałe dzieła są tak samo dobre, jak ,,Rdza” to mam wiele do nadrobienia. Co mnie tak właściwie zachwyciło w tej powieści? Zacznijmy od początku.
Jest rok 2002. Ośmioletni Szymek z niecierpliwością wyczekuje powrotu rodziców, którzy pojechali na koncert do Warszawy. Mija dziesięć minut, trzydzieści, godzina, dwie. Rodzice już dawno powinni być z Szymkiem, ale wciąż ich nie ma. Sześćdziesiąt trzy lata wcześniej Tośka ukrywa się z sąsiadami przed spadającymi z nieba bombami. Trwa II wojna światowa. Jakiś czas później jej rodzina zostaje zabrana z domu, wpakowana do wagonu, w którym ledwo da się oddychać, a kolej jedzie i jedzie, nikt nie wie dokąd. Przypadek albo przeznaczenie sprawia, że losy tych dwojga splotą się na długie lata, bo życie lubi pisać ciekawe historie.
,,Rdza” to powieść niesamowicie prosta, a jednocześnie bardzo pokomplikowana. Nie ma tu pięćdziesięciu bohaterów i szatańskich intryg, tylko historia życia ludzi podobnych do nas, to historia, która mogłaby się zdarzyć w naszych rodzinach. Jednak to właśnie proste życiowe zdarzenia okazują się najbardziej zawiłe.
Głównymi bohaterami są Szymek i Tośka, babcia i wnuk. W początkowych rozdziałach to właśnie z ich perspektywy poznajemy tę opowieść. Chłopiec opisuje czasy bardziej nam współczesne, natomiast kobieta wraca wspomnieniami do swojego dzieciństwa. Jednakże, wraz z rozwojem fabuły na scenę wkraczają kolejni bohaterowie, mniej istotni, ale wciąż bardzo ważni. Każdy z nich opowiada nam swoją własną historię. Mówi o cierpieniu, o miłości, o śmierci. W ten sposób poznajemy losy całej rodziny Szymka, a także sąsiadów czy niewidzialnych ludzi. Tak szerokie spojrzenie na życie, z wielu różnych perspektyw, odkrywa przed nami istotne prawdy życiowe, o których powinniśmy pamiętać w naszej codzienności. Najważniejsza zdaje mi się jednak ta, że wszystkie podjęte przez nas decyzje i te dobre i te złe, wpłyną w jakiś sposób na naszą przyszłość, może dobry, może zły.

Książka porusza wiele bardzo poważnych i trudnych tematów, a po zakończeniu nie mogłam się otrząsnąć, czułam się jakbym dostała łomem w głowę. Jednak autor postarał się o to, aby lektura nie była dla czytelnika zbyt uciążliwa. Dzięki wspaniałemu warsztatowi i lekkiemu językowi płynęłam przez kolejne strony. Do tego kilka kropli humoru, bardzo w moim stylu, czasem trochę czarnego. Mnie do szczęścia nie trzeba niczego więcej.
Podsumowując, to właśnie dla takich powieści jak ,,Rdza” założyłam tego bloga. Po jej przeczytaniu w moim wnętrzu kłębiło się tak wiele emocji, że nie potrafiłabym spokojnie usiedzieć w miejscu i komuś o tym nie opowiedzieć. Książka Jakuba Małeckiego zachwyciła mnie absolutnie pod każdym względem (pewnie zdążyliście to już zauważyć po ilości przymiotników typu przepiękny, wspaniały itp. w tej recenzji). Mam też świadomość, że nie jest to lektura dla każdego. Nie istnieje lepszy sposób na sprawdzenie tej teorii, niż przekonanie się na własnej skórze.
To już wszystko na dziś. Wierzę, że nie umarliście jeszcze z przesłodzenia po pochwałach kierowanych w stronę twórczości pana Jakuba Małeckiego. Kolejny post niedługo pojawi się na blogu.
Trzymajcie się cieplutko!
Julia

Mam w planach tak jak i "Horyzont".
OdpowiedzUsuńHoryzont również czeka w mojej kolejce do przeczytania. Dziękuję za komentarz!
OdpowiedzUsuń