Opowieści późną porą - moja opinia o „Nocnym promie do Tangeru”


Zaczynając czytać tę powieść nie wiedziałam wiele na jej temat. Jednak mimo tego, od początku nosiłam w sobie uczucie, że to będzie dobra lektura. Chyba nie do końca potrafię wyjaśnić skąd owo uczucie się wzięło. Może na bookstagramie zetknęłam się z opinią, że to wspaniała książka. Może gdzieś wyczytałam, że Nocny prom do Tangeru” był nominowany do nagrody Bookera, a  powszechnie wiadomo, że takie nominacje nie są przyznawane drogą losowania. Niezależnie od przyczyny nastawiłam się na prawdziwą czytelniczą ucztę. Jak to często bywa, gdy człowiek zaczyna czytać z przekonaniem, że trafiła mu się wybitna pozycja, to nie trzeba długo czekać, aż przychodzi rozczarowanie. Na szczęście, w tej sytuacji tak nie było! Powieść Kevina Barry'ego miała u mnie wysoko postawioną poprzeczkę, ale z satysfakcją muszę oznajmić, że udało jej się sprostać moim wymaganiom, a nawet je przeskoczyć. 


Nocny prom do Tangeru to opowieść o dwóch starych Irlandczykach spędzających całą noc w porcie, w oczekiwaniu na córkę jednego z nich, która uciekła z domu 3 lata temu. Ta sytuacja staje się pretekstem, do opowiedzenia przez głównych bohaterów historii swojego życia. 

Tym, co najbardziej mnie zaskoczyło, a jednocześnie uwiodło podczas lektury, był absurd widoczny na każdej stronie. Możemy go dostrzec już w samej strukturze tekstu, ponieważ przed dialogami nie występują pauzy. Daje to wrażenie ciągłości historii, trochę tak jakbyśmy oglądali film. Momentami był to zabieg problematyczny, ponieważ musiałam się mocno skupić, aby skojarzyć, który z bohaterów wypowiada się w danym momencie. Czasem tekst przybierał formę podobną do wiersza albo dramatu.
Absurd można też dostrzec w samej fabule. Działania podejmowane przez bohaterów są absurdalne, surrealistyczne, a jednak mają miejsce. Co ciekawe zachowania dwóch Irlandczyków niekiedy nie dziwią pozostałych bohaterów, przyjęli oni te dziwne zwyczaje za  swego rodzaju normę. Nie podchodzą do tego jednak obojętnie, zazwyczaj po prostu się boją i próbują nie wtrącać. 
Absurd przejawia się również w warstwie językowej. Z poetyckich opisów autor bardzo prędko potrafi przejść do wulgarnych dialogów. Nie wiem, czy Kevin Barry chciał tym wywołać śmiech, ale dla mnie niektóre sceny okazały się wręcz komiczne.

Jak człowiek pomyśli, co znosimy w życiu... Pod kątem hałasu.

To jest, panie Redmond, kakofonia. 

Przychodzimy na świat z krzykiem, niesieni falami wrzasków naszych biednych matek. (...) 

I co robimy pierwsze? Sami zaczynamy się drzeć i szlochać. Napełniamy płuca i dawaj: lecimy na całego. A jak schodzimy ze sceny, hen, na końcu życia? Bardzo często tak samo. Drąc się i rycząc. 

Sam pomysł na historię nie wydaje się zbyt ciekawy - dwóch mężczyzn siedzących w porcie i rozmawiających o latach swojej młodości. Po przeczytaniu tej książki dochodzę do wniosku, że to co z pozoru może wydawać się nudne, oczywiste, okazuje się najbardziej zaskakujące i nieprzewidywalne. To właśnie retrospekcje sprawiły, że tak mocno wciągnęłam się w tę historię. Nie sądziłam, że dostanę tam momentami nawet zawstydzające opisy narkomanii, czy dzikiego, wręcz pozbawionego pierwiastka człowieczeństwa seksu. Czytanie ich nie sprawiało mi przyjemności z poznawania historii. Dawało jednak satysfakcję językową, ponieważ autor potrafił dobrać takie słowa, by mimo obrzydzenia obrazem można się było zachwycić językiem.

Przy okazji tej recenzji nie mogę nie wspomnieć o wspaniałej pracy tłumacza - Łukasza Buchalskiego. Aby odpowiednio odwzorować wyrażenia charakterystyczne dla irlandzkiej odmiany języka angielskiego posłużył się zwrotami takimi jak: szuszwol - gwara poznańska, czy kompleksja - archaizm. Za jego pracę moim zdaniem należą mu się olbrzymie brawa.

Mam pełną świadomość tego, że to nie jest książka dla każdego. Zaczynając od progu wiekowego, bo to z pewnością historia przeznaczona dla dorosłych czytelników, a kończąc na samej treści i formie, która najzwyczajniej w świecie nie każdemu przypadnie do gustu. Jeśli lubicie taką literaturę, to z całego serca polecam wam tę powieść, jeśli nie - oszczędźcie sobie cierpień i sięgnijcie po książkę, która rzeczywiście sprawi wam przyjemność. 

Trzymajcie się ciepło!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Boję się horrorów, czyli o tym jak przeczytałam książkę Stephena Kinga

Illuminae. Illuminae Folder_01 || Recenzja

Norweskie drzewo, drewno, a może las? || Norwegian Wood || Recenzja